sobota, 15 września 2012

4.

pokój Louisa.
Pierwszy dzień w nowym domu, w łóżku samego Louisa Tomlinsona, a na dodatek w całkiem nowym miejscu, nowym mieście, które jest tak odeległe od Doncaster. Pojawia się pytanie ' jak się czułam?' Wyśmienicie. Poprzedni wieczór, który spędziłam z Louisem na skypie, gdzie rozmawialiśmy z Harrym i Niallem dał mi pewność, że ta dwójka mnie zaakceptuje, twierdzili, że Louis tyle o mnie mówił, że czuli się tak, jakby mnie znali od podszewki. Za kilka tekstów Tomlinson dostał w łeb, ale już się do tego przyzwyczaił, że jego przyjaciółka wali go po głowie ile wlezie. Mimo iż każdy z chłopaków różnił się wyglądem czy charakterem, to jedno mieli to samo, mianowicie GŁUPOTA.  Właśnie to dodawało mi tak nieziemskiego uroku, przecież mają tyle zajęć.. oczywiście mam na myśli wywiady, sesje zdjęciowe, wyjazdy w dalekie trasy koncertowe, ale mimo wszystko zawsze znajdą czas na na zabawę, w sumie oni zawsze się bawią, ale szczerze? Myślałam, że to było robione pod publikę, ale to było błędne myślenie.
ciuchy po Eleanor.
Noc przebiegła spokojnie. Spałam jak kamień, a obok mnie Louis. Gdyby coś miało się w nocy stać, pewnie bym się nie obudziła, świadczy o tym fakt, że rano czułam się jak nowo narodzona. Wyszłam po cichu z łózka, aby nie obudzić Louisa i zmierzyłam w stronę jego szafy, musiałam coś na siebie naciągnąć. Otworzyłam jego szafę, a tam ujrzałam kilka damskich ciuchów - pewnie zostały mu po Eleanor. Wyjęłam z szafy biały sweterek w granatowe paski, jeansowe spodnie - o dziwo miała mój rozmiar, myślałam, że tylko ja mam takie niewymaiorowe ubrania. Z podręcznej torby wyjęłam świeżą bieliznę i kosmetyczkę. Po cichu weszłam do łazienki Louisa, odłożyłam rzeczy na szafkę. W wannie odkręciłam wodę, nalałam lawendowy płyn - czyli od czasów dzieciństwa nic się zmieniło, Louis dalej kąpał się w naszym ulubionym lawendowym zapachu. Zdjęłam z siebie pidżamę i weszłam do wody. Muszę przyznać, że Louieh ma bardzo wygodną wannę. Zmyłam z siebie nocne brudy, chwilę poleżałam i wyszłam. Osuszyłam ciało, a włosy zostawiłam wilgotne zawijając je w ręcznik. Ubrałam się w ciuchy, które sobie przygotowałam i wyszłam z łazienki. Tomlinson dalej słodko spał, przecież dopiero 10. Postanowiłam zejść na dół, aby zrobić coś na śniadanie. Byłam pewna, że w domu nikogo nie ma, więc zeszłam z ręcznikiem na głowie. Weszłam do salonu i się przeraziłam. Na kanapie siedział Zayn i Liam, zauważyli mnie. Nie wiedziałam co mam zrobić.
- kim jesteś i co robisz w naszym domu?
- ja ja ja.. ja jestem Vanessa.
- Vanessa? ta Vanessa?
- nie wiem o co chodzi z tą Vanessą, ale to chyba ja.
- przyjaciółka Louisa?
- tak to ja, a Ty jesteś Liam, prawda?
- och tak to ja, a ten czarnuszek obok to Z..
- wiem, Zayn. miło mi Was poznać, Louis powiedział, że wracacie za 20 dni, więc nie spodziewałam się, że ktoś będzie w domu.
- nam się też plany pozmieniały, zostajemy w Londynie, ale nie przejmuj się nami.
- jestem u Was gościem, więc nie wypada chyba.. no ale nic. jesteście głodni? będę robić jakieś śniadanie.
- raczej nie, lodówka jest pusta.
- wiedziałam, że Tomlinson nie zrobił zakupów..
- możemy pojechać do sklepu, ale co mamy kupić?
- nie, nie. sama pójdę, nie będę Was zadręczać.
I w tym momencie dostałam poduszką w głowę, odwróciłam się za siebie i ujrzałam zaspanego Louisa, którego mina mówiła ' dlaczego rozmawiasz sama ze sobą? ' zaśmiałam się głośno i spojrzałam ponownie na chłopaków, którzy już zbliżali się w moją stronę.
- czemu rozmawiasz sama ze sobą, stało się coś?
- hahah, nie rozmawiam sama ze sobą, tylko z Twoimi przyjaciółmi.
- z naszymi jak już, cześć marchewczko. co u Ciebie?
- daddy? zayn? ojeeeeeeeeeej !
Dalej upadłam na ziemie wraz z chłopakami, bo taki duży słonik na nas skoczył i ściskał. Uszczypnęłam Tomlinsona w tyłek, aby się wydostać spod jego ciężaru. Pobiegłam szybko na górę, zamknęłam się w łazience i suszyłam włosy. Znalazłam w łazience Louisa lokówkę, ale nie pytam dlaczego, mogę sobie tylko wyobrazić. Zalokowałam końcówki, aby mieć drobne fale przechodzące w loczki, musnęłam rzęsy maskarą, nałożyłam odrobinę podkładu i przejechałam po ustach bezbarwną szminką. Sprsykałam się lekko perfumami i wyszłam z łazienki. Louis siedział na łóżku i wcinał marchewki, puknęłam go w głowę, wzięłam torbę i rzuciłam krótkie cześć. Zeszłam na dół, a tam czekał Zayn.
- wychodzisz?
- tak, mówiłam, że pójdę do sklepu.
- pojedziemy razem, stąd jest dość daleko do tesco.
- nie masz żadnych planów?
- leniuchowanie, więc chodź.

Wsiadłam do samochodu Malika, zapięłam pasy i pojechaliśmy do Tesco. Sporo się dowiedziałam o Maliku, o jego miłościach, o tym że niektórzy potępiają go za jego wiarę - czego w ogóle nie potrafiłam zrozumieć. Zaparkowaliśmy pod tesco, Zayn zarzucił na głowę kaptur i na oczy okulary, aby nikt go nie rozpoznał. Wzięliśmy dwa wózki i pakowaliśmy jedzenie, ja same zdrowe, zaś Zayn same słodycze, dziwię się że mają jeszcze zęby i płaskie brzuchy. Podjechaliśmy do kasy, Zayn oczywiście musiał za wszystko zapłacić. Następnie pojechaliśmy do Starbucksa po kawę, bo nie miałam siły w domu męczyć się z ich dziwnym ekspresem do kawy. Zaparkowaliśmy pod domem, Zayn wziął wszystkie zakupy, a ja jeszcze stałam na ich posesji. Przyglądałam się ich ogrodowi, który był totalnie zaniedbany. Poszłam na tył domu i znalazłam jakiś składzik, a tam jakieś dresy i koszulkę. Przebrałam się w to, wzięłam ze sobą konewkę, grabki i inne takie potrzebne do sprzątniecia ogrodu. Słyszałam jak chłopcy mnie wołali, ale pewnie nie wpadli na to, że będę siedzieć w ogrodzie. Pogzebałam w rabatkach, wykopałam zgniłe truskawki, w ich miejsce posadziłam trawę, bo teraz za późno na sadzenie czegokolwiek innego, zebrałam marchewki, który nadawały się do spożycia, a resztę wywaliłam do worka, który służył mi za kompostownik. Zagrabiłam liście, pozbierałam śmieci, które nawiał wiatr. Spojrzałam na zegarek, minęło pięć godzin. Zgłodniałam. Ruszyłam do domu, a na podjeździe chodził zdenerwowany Louis. Podeszłam do niego.
- stało się coś Louieh?
- Van! o matko, nic Ci nie jest. gdzieś Ty była tyle godzin?!
- w waszym ogrodzie matole.. pracowałam sobie.
- co robiłaś?
- idź zobacz, a przy okazji przynieś kosz z marchewkami, sałatą i wiaderko z jabłkami, bo ja już nie mam siły.
- mówisz serio?
- no to chyba, idź sprawdź, a ja idę się odświeżyć, bo śmierdzę na kilometr. potem idziemy na obiecane zakupy, pamiętasz?
- pamiętam, leć już.
Wbiegłam do domu, widziałam że Zayn i Liam też się denerwowali, posłałam im najladniejszy uśmiech i poleciałam na górę. Wskoczyłam pod prysznic, założyłam wczorajsze ciuchy i zeszłam na dół zwarta i gotowa. Wiedziałam, że czeka mnie rozmowa z chłopakami, ale ku mojemu zdziwieniu chłopcy zaczęli bić mi brawo. Spojrzałam na nich z miną wtf, a oni dalej swoje.
- o co chodzi?
- nasz ogród jest jak nie do poznania, nawet z basenu sprzątnęłaś liście, spuściłaś wodę. nie wierzę, że zrobiłaś to sama.
- tak Malik, tymi o to rękoma. nie boję się brudnej roboty.
- nonono, nam się nie chciało, a tak kruszynka zrobiła to w kilka godzin. masz moje uznanie Monroe.
- dzięki Zayn, gdzie Louieh?
- czeka na Ciebie w samochodzie, udanych zakupów, ciaaaaaaaao.
Puknęłam się w głowę i rozłożyłam ręce z załamania, naciągnęłam na nogi stare vansy Louisa, ktore dla niego już za małe, a dla mnie w sam raz. Od zawsze dzieliliśmy się ciuchami, nawet kiedyś Louieh zabrał mi sukienkę i niechciał jej oddać, nigdy mu tego nie zapomniałam. Wsiadłam do samochodu i bez pomyślenia pocałowałam Louisa w usta.
- za co to?
- za to że jesteś kochanie.
- możesz tak cały czas, kochanie.
- nie jesteśmy razem, kochanie.
- możemy być, kochanie.
- nie chcesz mieć takiej dziewczyny, kochanie.
- chcę mieć, kochanie.
- nie pij tyle, kochanie. jedź już.
Pogłaskał mnie po policzku i ruszył z piskiem opon. Podjechaliśmy pod Westfield, a na sam koniec podjedziemy na Oxford Street. Louis dzisiaj stawia zakupy, chociaż broniłam się nogami i rękami, aby tego nie robił. Zakupiłam kilka ciekawych zestawów, a najwięcej było sukienek. Udaliśmy się do sklepu z butami,  bo przecież nie mogę chodzić ciągle w jednych. Louis wziął ode mnie rozmiar buta i kazał stać przed sklepem, wiedziałam, że coś kombinuje. Po kilku minutach wyszedł ze sklepu z 8 opakowaniami butów, a to były same conversy i vansy. Zapakowaliśmy zakupy do samochodu, nie miałam już siły na oxford street, ale Louis się uparł, że muszę kupić jakieś eleganckie buty, a tam jest idealny sklep. Zasnęłam w samochodzie, w sumie specjalnie. Zatrzymaliśmy się, ale Louis mnie nie budził. Wyszedł z samochodu, zamknął go i poszedł gdzieś. Wrócił po jakichś dwudziestu minutach, schował coś do bagażnika i ruszyliśmy. W połowie drogi się obudziłam.
- dzień dobry księżniczko, już dojeżdżamy do domu.
- jestem zmęczona.
- widzę, śpij jeszcze. obudzę Cię jak dojedziemy.
Zasnęłam ponownie, obudziłam się w momencie, gdy ktoś niósł mnie na górę, a był to Louieh. Wtuliłam się w jego tors, a jego perfumy drażniły moje nozdrza. Ułożył mnie na łóżku i chciał wyjść, ale ja złapałam go za rękę.
- wiesz ze nie śpie?
- wiem. co chcesz robić?
- nie wiem, zagrajmy z chłopakami w butelkę.
- nie ma ich, gdzieś wybyli.
- party hard. Chodźmy też.

- to leć się ogarnąć, a ja do nich zadzwonię gdzie są.
vanessa party
louis - party



Wyjęłam z torby ciuchy, które dzisiaj kupiłam. Zdecydowałam się na luźny zestaw, bez żadnych ekscesów i udałam się do łazienki. Włosy związałam w luźnego koka, oczy podkreśliłam eye-liner’em i maskarą. Usta lekko pociągnęłam czerwoną szminką, nałożyłam na siebie ciuchy, spryskałam się i wyszłam z łazienki w momencie, gdy Tomlinson zmieniał bieliznę zaśmiałam się i wyszłam z pokoju. Wzięłam torbę do której spakowałam telefon, klucze i portfel. Oparłam się o ścianę i czekałam na Louisa.
- Van, wiesz że pięknie wyglądasz?
- sratatata, nie kłam Louieh.
- mówię poważnie.
- ale..


Nie dane było mi dokończyć, bo Louis mnie pocałował. Złapał za rękę i zeszliśmy na dół, taksówka już na nas czekała. Wyciągnęłam od niego tylko tyle, że jedziemy do Twista, bo tam czeka na nas Liam i Zayn. Zapowiada się bardzo ciekawie, już widzę jutrzejsze poranne wstawanie. Będzie zabawnie.  


Mam nadzieję, że rozdział się Wam podoba, że frekwencja dopiszę. Dodawajcie w komentarzach swoje twittery lub miejsca gdzie chcecie być informowani. Ja nadal nie założyłam twittera, dlatego zajmuje się tym Domka, której twitter został podany w rozdziale 3 @diisable 
Mówcie co mam zmienić, a na pewno się do tego dostosuję. Na razie mam napisanych 11 rozdziałów, nie wiem czy pisać dalej czy nie. Zależy to od Was, mam nadzieję, że pojawi się tutaj chociaż 10 komentarzy, jednak jeżeli będzie więcej to też będę bardzo, bardzo szczęśliwa.  ~ luv all <3

4 komentarze:

  1. pisz dalej ! Czekam na kolejny rozdział.
    + zapraszam do mnie ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Daj dzisiaj następny rozdział... Błagam, bo nie wytrzymam :***

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. piątka pojawi się w poniedziałek wieczorem, albo we wtorek do południa, obiecuję! xx

      Usuń