poniedziałek, 17 września 2012

5


Następnego dnia obudziłam się w łóżku Louisa, ale obok nikogo nie było. Podniosłam lekko głowę i od razu tego pożałowałam. Ostry ból, jakbym się z kimś biła czy cokolwiek innego. Odkryłam nogi i zdjęłam je na dół, chciałam wstać, ale coś mi przeszkodziło, a właściwie ktoś. Na podłodze leżał Liam i Zayn, a obok drzwi do łazienki Louis. Przeturlałam się na drugą stronę łóżka, zgarnęłam po drodze czarne szorty i koszulkę z amerykańską flagą. Po cichu wyszłam z pokoju i udałam się do łazienki dla gości. Gdy spojrzałam w lustro.. przeraziłam się. Na głowie miałam nie wiem co, rozmazany makijaż, śmierdziałam alkoholem a na dodatek na ramionach miałam pełno malinek. Usiadłam na wannie i próbowałam przypomnieć sobie wydarzenia dnia poprzedniego.


Podjechaliśmy pod klub, gdzie czekali na nas Zayn z Liamem, kolejka do klubu była długa, ale nas wpuścili bez problemu. Usiedliśmy w zajętej wcześniej loży. Na odwagę każde z nas napiło się po 2 kieliszki czystej bez popitki. Louis wyciągnął mnie na parkiet, wirowaliśmy jak doskonali tancerze w przerwach wlewając w siebie litry alkoholu. Potem leciało kilka wolnych piosenek, tańczyłam z Louisem, całowałam się z nim. Nie bardzo pamiętam co było dalej, urwał mi się film. Jednak jestem ubrana, więc chyba nic takiego sie nie wydarzyło.
Zimny prysznic dobrze na mnie podziałał. Wysuszyłam włosy i ułożyłam swoje dość długie, lekko lokowane włosy, naciągnęłam ciuchy i zeszłam na dół w poszukiwaniu jakichś tabletek na ból głowy, ale nic nie znalazłam, wiedziałam że chłopcy będą tego potrzebować bardziej niż ja. Zamówiłam taksówkę, wzięłam do torby telefon, portfel i klucze. Postanowiłam udać się do tesco, a że pogoda nie była zbyt zachęcająca to udałam się do marketu taksówką. Pod domem chłopaków było mnóstwo dziennikarzy, jednak nie przejęłam się tym zbytnio, bo przecież są sławni. Taksówkarz z trudem wyjechał z posesji, ale udało się. Pojechaliśmy w stronę tesco. Poprosiłam go, aby poczekał. Przytaknął tylko, a ja weszłam do sklepu. Szczerze mówiąc nie wiedziałam co mam wziąć, więc wrzucałam wszystko co popadnie, na obiad postanowiłam zrobić kurczaka w ziołach prowansalskich i zapiekane ziemniaki ( domka mistrzu, zrób mi znowu <3 ) Wzięłam wszystko co potrzebne i udałam się do kasy, ale wpadłam na chłopaka w lokach. To był Harry, na pewno.
- przepraszam, jesteś Harry prawda?
- tak. chcesz autograf, zdjęcie?
- nie, nie. jestem Vanessa.
- miło mi, co w związku z tym?
- chyba naprawdę nie wiesz kim jestem, no nic. może będziesz wiedział, wkrótce.
Udałam sie do kasy, zapłaciłam, wzięłam zakupy. Ruszyłam do taksówki, kierowca pomógł mi z zakupami. Wsiadłam do samochodu i udałam się na posesje chłopaków. Gdy wysiadłam, pojechał samochód. Wiedziałam, że to Harry. Wzięłam zakupy z taksówki, położyłam je pod drzwiami, wyjęłam klucze i otworzyłam drzwi. Ktoś puknął mnie w ramię.
- nie pomyliłaś domów?
- jak widzisz mam klucze, pasują, więc chyba nie.
- Vanessa? ta Vanessa?
- brawo panie Haroldzie, brawo.
- chyba sobie żartujesz, ze to Ty..
- niestety nie, taka sama reakcja jak u Liama i Zayna.
- są w Londynie?
- tak od 2 dni, a Ty co? już po wakacjach?
- daj te siatki to po pierwsze, a po drugie jeszcze nie, myślałem, że pobędę sam w domu, a tu taka niespodzianka. coś się wymyśli.
- oczywiście, wchodzimy czy będziemy stać jak te matołki?
- kto jest matołek ten jest, panie przodem.
- walnę Cię Styles, zobaczysz.
- nie fikaj młoda.
- młoda? hahaha. jestem starsza od Ciebie, młody.
- nie fisiuj, wchodź już. chyba pół sklepu kupiłaś.
- nie narzekaj, bo Ci się włosy wyprostują.
Widziałam jak Harremu z oczu lecą pioruny, jego słaby punkt. Wyprostowane włosy to najgorsze co może być.


Weszliśmy do domu, a przy ladzie w kuchni siedział Louis i do kogoś dzwonił. Spojrzał na mnie i wstał. Przytulił mnie mocno i szepnął do ucha ' ode mnie się nie ucieka, martwiłem się.' Zaśmiałam się pod nosem i pokazałam gestem w stronę drzwi. Obejrzał się, wypuścił mnie z ramion i skoczył na Harrego. Zaczęli się przytulać, rzucać po podłodze, jak dzieci z problemami. Uderzyłam się w głowę z otwartej dłoni, wzięłam zakupy i udałam się do kuchni. Pochowałam co trzeba do lodówki, a rzeczy do dzisiejszego obiadu zostawiłam na blacie. Wyjęłam dwie brytwanki. Zaczęłam obierać ziemniaki i kroić je w plasterki, przekładałam je warstwami, aby się nie spaliły. Kurczaka nafaszerowałam masą, którą sama zrobiłam. Zawiązałam go, aby nic z niego nie wypłynęło. Kurczaka natarłam ziołami prowansalskimi z dodatkiem świeżo startego czosnku, włożyłam go do brytwanki, nastawiłam oba piekarniki ( jedyny plus w tej kuchni <3 ) , usiadłam na krześle i obserwowałam Louisa i Harrego, którzy byli bardzo pochłonięci rozmową, że nawet mnie nie zauważali. Na zegarku była 11.30, kurczak będzie gotowy na 13, więc zjedzą wczesny obiad, jak mi przykro. Nalałam sobie do szklanki soku, otworzyłam herbatniki w mlecznej czekoladzie i się zajadłam, piekarnik dał znak, że jest gotowy. Wstawiłam kurczaka i ziemniaki, wzięłam sok i ciastka, poszłam do salonu. Usiadłam na przeciwko chłopaków, ale oni dalej mnie nie zauważali, no tak słynne Larry Stylinson znowu razem. Głośno kaszlnęłam, a oni dalej nic. Zrobiłam tak kilka razy, aż Louis spojrzał w moją stronę.
- spokojnie, bo sie zadławisz.
- chciałam zwrócić waszą uwagę, bo tak się sobą zajeliście, że o boże.
- przecież wiesz że moja serce należy do Ciebie Van.
- nie słodź Tomlinson, bo gruby będziesz.
- phi, to Ty jesz ciastka, nie ja.
- wypominasz mi? nie dostaniesz obiadu kochanie.
- a co robisz?
- twojego kurczaka, ale nie dostaniesz. o nie, nie nie.
Wtedy Louis na mnie skoczył. Zaczął mnie całować po twarzy, po rękach, po włosach, już dochodził do stóp. Walnęłam go w głowę i zaczęłam się śmiać, spojrzałam kątem oka na Harrego, ktory zwijał się ze śmiechu. Złapałam twarz Tomlinson pocałowałam go z czułością, wstając wyminęłam go i udałam się do kuchni. Słyszałam, że za mną idzie, ale nic sobie z tego nie robiłam. Zajrzałam do piekarnika, a po kuchni rozległ się cudowny zapach. Louis złapał mnie w pasie i odwrócił w swoją stronę. Pocałował mnie, a ja go nie odepchnęłam. Złapałam go za kark i całowaliśmy się w najlepsze, przeszkodziło nam chrząknięcie Harrego. Spojrzeliśmy na niego, a ona stał z miną WTF.
- czy ja o czymś nie wiem?
- nie, dlaczego?
- całujecie się w kuchni, coś nie halo? jesteście razem?
- Louis, jesteśmy razem?
- jakbyś nie wiedziała.
- no nie wiem.
- weź, nie gadaj kobieto.
Znowu mnie pocałował, a Harry zaczął gwizdać i klaskać. Po schodach zszedł zaspany Zayn, który wleciał do kuchni jak poparzony. Szperał po szafkach, jakby czegoś szukał. Nawet wiedziałam czego. Sięgnęłam z lodówki magiczne pudełeczko.
- tego szukasz kochanie?
- jesteś kobietą mojego życia, daj mi to. proszę.
- trzymaj alkoholiku.
- masz zajebistą dziewczynę Tomlinson, też ja kocham.
- no kurwa, wszyscy wiedzieli, tylko nie ja. świnia jesteś Louis, nie rozmawiam z Toba.
Louis zaczął gonić Harrego, a ja rozłożyłam ręce w geście załamania. Spoglądałam na Zayna, który wyglądał jak trup. Podeszłam do niego, podałam szklanke zimnej wody z lodem. Zaczął całować mnie po rękach, puknęłam go w głowę i wróciłam do poprzedniej czynności. Musiałam ogarnąć jeszcze jakąś surówkę do obiadu. Postawiłam na surówkę z pekińskiej kapusty z dodatkiem marchewki i sosu do surówek. Wyrobiłam się z surówką na 12.30, wyjęłam z szafki pięć talerzy, rozłożyłam je na wysepce w kuchni, surówkę postawiłam na stół. Zajrzałam do kurczaka, który już był gotowy. Wyjęłam go ostrożniej z piekarnika, pokroiłam na kilka części, ponakładłam każdemu ziemniaków.
- GWIAZDORY, OBIAAAAAAAAD !
- co? obiad? zrobiłaś obiad, ale tak serio?
- nie kurwa, wyjęłam różdżkę i jest.
- a co to?
- kurczak w ..
- nie kończ, jak kurczak to jem.
Zaczęłam się z nich śmiać i patrzeć jak jedzą, sama w sumie nie byłam głodna. Skubnęłam trochę piersi z kurczaka i byłam najedzona. Poczekałam aż moje kochane głodomorki zjedzą, minęło trochę czasu, jak to z nimi bywa. Zabrałam talerze, umyłam je, bo nie było sensu włączać zmywarki. Louis mi dzielnie pomagał, rozpraszał mnie pocałunkami. W końcu mu uległam i poszliśmy do jego, a tymczasowo naszej sypialni. Położyliśmy się na łóżku, nic nie mówiliśmy. Milczenie czasami pomaga, jednak musiałam się odezwać.
- Louieh, co z moim pokojem?
- źle Ci tutaj?
- nie, chciałam wiedzieć.
- już dawno jest zrobiony, od dawna na Ciebie czeka, ale nie chciałem być sam.
- użyłeś podstępu, larwo mała.
- jak mnie nazwałaś?
- l a r w a. powtórzyć, napisać?
- o Ty !
- Louis, nie. prosze, nie łaskocz. nie rób tego, no weź. no proszę. nie będziesz już?
- a co z tego będę mieć?
- moją dozgonną wdzieczność, całusa.
- o tu, tu, tu, tu i jeszcze tu.
Wykonałam swoje zadanie w zamian za to Louis zaprowadził mnie do mojego pokoju, zgarnął kluczyk z nocnej szafki, poszliśmy długim korytarzem, szliśmy w te i wewte.
- LOOOOOOOOOOOUIS !!!
- no co?
- będziemy tak chodzić z kąta w kąt?
- no dobra, dobra.





Otworzył drzwi na przeciwko swojego pokoju, wpuścił mnie i je zamknął. Byłam w swoim własnym raju, wiedział że od zawsze marzyłam o takim pokoju. Nie mogłam się napatrzeć. Otworzyłam białe drzwi, moje oczy wyszły na wierzch. Tam było cudnie. Wybiegłam z łazienki,z pokoju i wpadłam na Louisa, zaciągnęłam go do siebie do pokoju. Przycisnęłam do ściany i zaczęliśmy się całować, sprawnym ruchem przekręciłam klucz w drzwiach. Całowaliśmy się jak szaleni, Louis rzucił mnie na łóżko. Całował mnie bardzo zachłannie, jakby miał mnie stracić, oderwałam się od niego i powiedziałam ciche dziękuję. Wróciliśmy do poprzedniej czynności, jednak nie mogłam dopuścić, aby stało się między nami coś więcej, byłoby za szybko. Skończyłam to krótkim pocałunkiem w usta i przytuliłam się do Tomlinsona.
- zamieszkaj ze mną w tym pokoju.
- chcesz tego?
- jak niczego innego. moje marzenia się spełniają. chociaż starałam się Ciebie znienawidzić, nie mogłam. wróciłeś znowu do Doncaster, moje uczucia do Ciebie wróciły. Zapomniałam o wszystkim złym, zabrałeś mnie ze sobą do Londynu, poznałam Twoich przyjaciół, mam Ciebie koło siebie. Jesteśmy tutaj razem, nic więcej do szczęścia nie jest mi potrzebne. Dla mnie jesteś najważniejszy, moja mała marcheweczko.
- kocham Cię Vanessa, nie jak siostrę czy przyjaciółkę. Jak dziewczynę mojego życia, kobietę moich marzeń. Bądź moim szczęściem, moim promyczkiem, wszystkim co dobre. Po prostu bądź.
- Kocham Cię Louis. Dziękuję, że jesteś.
Wtuliłam się mocniej w tors chłopaka, a on bawił się moimi włosami. Nawet nie wiem kiedy odpłynęłam, ale gdy się obudziłam, to Louisa obok mnie nie było. Leżała tylko karteczka ' jestem u siebie, przeniosę część swoich rzeczy, Twoje są już w szafie. Kocham Cię, Louis. ' na samą myśl, że mam dzielić z Louisem pokój, jedno łóżko i jedną łazienkę przechodził mnie przyjemny dreszczyk. Wyjęłam z szafy strój kąpielowy, przebrałam się w niego i wyszłam do ogrodu. Pogoda była nadzwyczajnie ładna jak na Londyn. Zgarnęłam z pokoju książkę Nicholasa Sparksa ' Ostatnia Piosenka ' , koc, okulary i wyszłam z pokoju, kierując się do ogrodu zaszłam do kuchni po butelkę wody i sok pomarańczowy. Koc położyłam na trawniku, sama na nim przysiadłam, aby się opalić. W uszy włożyłam zatyczki, aby nikt mi nie przeszkodził. Zabrałam się za czytanie książki, od dawna obiecywałam sobie, że ją dokończe, a nigdy nie miałam do tego weny. Przeleżałam na brzuchu z książką kilka godzin aż w końcu ją skończyłam. Odwróciłam się na plecy, aby mieć opalone przody. Zauważyłam, że chłopcy siedzieli w basenie i się wygłupiali, nawet nie słyszałam jak przyszli. Zamknęłam oczy, wyjęłam zatyczki i udawałam, że śpię. Słyszałam rozmowę między Harrym i Louisem.
H : Stary nie spierdol tego, ta dziewczyna jest spełnieniem marzeń.
L : Wiem , wiem. Kocham ją. Od dawna, jednak nie byłem pewny, że wybaczy mi to wszystko. Ona jest moim szczęściem, zrobię wszystko, aby była przy mnie szczęśliwa.
H : pojedzie z nami w trasę po Ameryce?
L : nie mówiłem jej jeszcze, ale mam nadzieję, że się zgodzi. Muszę z nią o tym pogadać.
H : no musisz stary, trasa za miesiąc, nie możesz tego odwlekać.
Podniosłam się z koca i spojrzałam na chłopaków, oboje mi pomachali. Wstałam i do nich podeszłam, wskoczyłam do basenu i przytuliłam się do Louisa.
- słyszałam Waszą rozmowę. pojadę z Wami w trasę.
- jesteś nieziemska, za to Cię kocham Van.
- ja Ciebie też potworze.
Pocałowałam go w usta i zanurkowałam. Brakowało mi tego, od dawna nie pływałam. Trzeba to nadrobić. Po godzinie wyszłam z wody, zaczęło robić się zimno, a ja standardowo zaczęłam kichać. Poszłam do naszej sypialni, przebrałam się w dres i położyłam z laptopem w łóżku, trzeba sprawdzić co słychać  w internetowym świecie. Otworzyłam wszystkie interesujące mnie strony, a potem włączyłam komunikator. Czekała na mnie wiadomość od Mel ' widzę, że jesteś bardzo zajęta Louisem. Nawet nie raczysz się do mnie odezwać. Nie musisz. Wyjeżdżam z rodzicami do Ameryki, a dokładniej na Florydę - Jacksonville. Nie wracam już do Anglii. Miło było Cię poznać, żegnaj Van. ' zrobiło mi się przykro, ale czasu nie cofnę. Na facebooku setka zaproszeń do znajomych, nic nie zaakceptowałam, ustawił status ' all be good <3 ' na twitterze to samo, liczba followersów z 200 wzrosła do 600000, wszystko za sprawą mojego Louisa. W internecie aż huczyło, a w trendsach widać było Lovans , ciekawe połączenie, nie ukrywam że nie. Uśmiechnęłam się sama do siebie, dodałam tweet ' I love him. ' i zamknęłam stronę. Laptopa odłożyłam na nocną szafkę, na zegarku widniała 23, napisałam do Louisa smsa, gdyż nie chciało mi się schodzić ' idę spać, nie chce schodzić, źle się czuje. powiedz chłopakom dobranoc ode mnie. xx ' Po chwili zasnęłam, byłam wyczerpana dzisiejszym dniem.

TEN ROZDZIAŁ WYSZEDŁ BEZNADZIEJNY, MAM O TYM ŚWIADOMOŚĆ. DOBRA INFORMACJA DLA WAS, ROZDZIAŁ 6 NAPISAŁA DLA WAS MOJA DOMKA, JA SIĘ ROZPŁAKAŁAM. BĘDZIE TAM DUŻO LOUISA, ROZDZIAŁ BĘDZIE Z JEGO PERSPEKTYWY. DODAM ROZDZIAŁ JAKOŚ POD KONIEC TEGO TYGODNIA. CZEKAM NA KOMENTARZE, KOCHAM WAS, WASZE SŁOWA. WIELE TO DLA MNIE ZNACZY. xxxx

sobota, 15 września 2012

4.

pokój Louisa.
Pierwszy dzień w nowym domu, w łóżku samego Louisa Tomlinsona, a na dodatek w całkiem nowym miejscu, nowym mieście, które jest tak odeległe od Doncaster. Pojawia się pytanie ' jak się czułam?' Wyśmienicie. Poprzedni wieczór, który spędziłam z Louisem na skypie, gdzie rozmawialiśmy z Harrym i Niallem dał mi pewność, że ta dwójka mnie zaakceptuje, twierdzili, że Louis tyle o mnie mówił, że czuli się tak, jakby mnie znali od podszewki. Za kilka tekstów Tomlinson dostał w łeb, ale już się do tego przyzwyczaił, że jego przyjaciółka wali go po głowie ile wlezie. Mimo iż każdy z chłopaków różnił się wyglądem czy charakterem, to jedno mieli to samo, mianowicie GŁUPOTA.  Właśnie to dodawało mi tak nieziemskiego uroku, przecież mają tyle zajęć.. oczywiście mam na myśli wywiady, sesje zdjęciowe, wyjazdy w dalekie trasy koncertowe, ale mimo wszystko zawsze znajdą czas na na zabawę, w sumie oni zawsze się bawią, ale szczerze? Myślałam, że to było robione pod publikę, ale to było błędne myślenie.
ciuchy po Eleanor.
Noc przebiegła spokojnie. Spałam jak kamień, a obok mnie Louis. Gdyby coś miało się w nocy stać, pewnie bym się nie obudziła, świadczy o tym fakt, że rano czułam się jak nowo narodzona. Wyszłam po cichu z łózka, aby nie obudzić Louisa i zmierzyłam w stronę jego szafy, musiałam coś na siebie naciągnąć. Otworzyłam jego szafę, a tam ujrzałam kilka damskich ciuchów - pewnie zostały mu po Eleanor. Wyjęłam z szafy biały sweterek w granatowe paski, jeansowe spodnie - o dziwo miała mój rozmiar, myślałam, że tylko ja mam takie niewymaiorowe ubrania. Z podręcznej torby wyjęłam świeżą bieliznę i kosmetyczkę. Po cichu weszłam do łazienki Louisa, odłożyłam rzeczy na szafkę. W wannie odkręciłam wodę, nalałam lawendowy płyn - czyli od czasów dzieciństwa nic się zmieniło, Louis dalej kąpał się w naszym ulubionym lawendowym zapachu. Zdjęłam z siebie pidżamę i weszłam do wody. Muszę przyznać, że Louieh ma bardzo wygodną wannę. Zmyłam z siebie nocne brudy, chwilę poleżałam i wyszłam. Osuszyłam ciało, a włosy zostawiłam wilgotne zawijając je w ręcznik. Ubrałam się w ciuchy, które sobie przygotowałam i wyszłam z łazienki. Tomlinson dalej słodko spał, przecież dopiero 10. Postanowiłam zejść na dół, aby zrobić coś na śniadanie. Byłam pewna, że w domu nikogo nie ma, więc zeszłam z ręcznikiem na głowie. Weszłam do salonu i się przeraziłam. Na kanapie siedział Zayn i Liam, zauważyli mnie. Nie wiedziałam co mam zrobić.
- kim jesteś i co robisz w naszym domu?
- ja ja ja.. ja jestem Vanessa.
- Vanessa? ta Vanessa?
- nie wiem o co chodzi z tą Vanessą, ale to chyba ja.
- przyjaciółka Louisa?
- tak to ja, a Ty jesteś Liam, prawda?
- och tak to ja, a ten czarnuszek obok to Z..
- wiem, Zayn. miło mi Was poznać, Louis powiedział, że wracacie za 20 dni, więc nie spodziewałam się, że ktoś będzie w domu.
- nam się też plany pozmieniały, zostajemy w Londynie, ale nie przejmuj się nami.
- jestem u Was gościem, więc nie wypada chyba.. no ale nic. jesteście głodni? będę robić jakieś śniadanie.
- raczej nie, lodówka jest pusta.
- wiedziałam, że Tomlinson nie zrobił zakupów..
- możemy pojechać do sklepu, ale co mamy kupić?
- nie, nie. sama pójdę, nie będę Was zadręczać.
I w tym momencie dostałam poduszką w głowę, odwróciłam się za siebie i ujrzałam zaspanego Louisa, którego mina mówiła ' dlaczego rozmawiasz sama ze sobą? ' zaśmiałam się głośno i spojrzałam ponownie na chłopaków, którzy już zbliżali się w moją stronę.
- czemu rozmawiasz sama ze sobą, stało się coś?
- hahah, nie rozmawiam sama ze sobą, tylko z Twoimi przyjaciółmi.
- z naszymi jak już, cześć marchewczko. co u Ciebie?
- daddy? zayn? ojeeeeeeeeeej !
Dalej upadłam na ziemie wraz z chłopakami, bo taki duży słonik na nas skoczył i ściskał. Uszczypnęłam Tomlinsona w tyłek, aby się wydostać spod jego ciężaru. Pobiegłam szybko na górę, zamknęłam się w łazience i suszyłam włosy. Znalazłam w łazience Louisa lokówkę, ale nie pytam dlaczego, mogę sobie tylko wyobrazić. Zalokowałam końcówki, aby mieć drobne fale przechodzące w loczki, musnęłam rzęsy maskarą, nałożyłam odrobinę podkładu i przejechałam po ustach bezbarwną szminką. Sprsykałam się lekko perfumami i wyszłam z łazienki. Louis siedział na łóżku i wcinał marchewki, puknęłam go w głowę, wzięłam torbę i rzuciłam krótkie cześć. Zeszłam na dół, a tam czekał Zayn.
- wychodzisz?
- tak, mówiłam, że pójdę do sklepu.
- pojedziemy razem, stąd jest dość daleko do tesco.
- nie masz żadnych planów?
- leniuchowanie, więc chodź.

Wsiadłam do samochodu Malika, zapięłam pasy i pojechaliśmy do Tesco. Sporo się dowiedziałam o Maliku, o jego miłościach, o tym że niektórzy potępiają go za jego wiarę - czego w ogóle nie potrafiłam zrozumieć. Zaparkowaliśmy pod tesco, Zayn zarzucił na głowę kaptur i na oczy okulary, aby nikt go nie rozpoznał. Wzięliśmy dwa wózki i pakowaliśmy jedzenie, ja same zdrowe, zaś Zayn same słodycze, dziwię się że mają jeszcze zęby i płaskie brzuchy. Podjechaliśmy do kasy, Zayn oczywiście musiał za wszystko zapłacić. Następnie pojechaliśmy do Starbucksa po kawę, bo nie miałam siły w domu męczyć się z ich dziwnym ekspresem do kawy. Zaparkowaliśmy pod domem, Zayn wziął wszystkie zakupy, a ja jeszcze stałam na ich posesji. Przyglądałam się ich ogrodowi, który był totalnie zaniedbany. Poszłam na tył domu i znalazłam jakiś składzik, a tam jakieś dresy i koszulkę. Przebrałam się w to, wzięłam ze sobą konewkę, grabki i inne takie potrzebne do sprzątniecia ogrodu. Słyszałam jak chłopcy mnie wołali, ale pewnie nie wpadli na to, że będę siedzieć w ogrodzie. Pogzebałam w rabatkach, wykopałam zgniłe truskawki, w ich miejsce posadziłam trawę, bo teraz za późno na sadzenie czegokolwiek innego, zebrałam marchewki, który nadawały się do spożycia, a resztę wywaliłam do worka, który służył mi za kompostownik. Zagrabiłam liście, pozbierałam śmieci, które nawiał wiatr. Spojrzałam na zegarek, minęło pięć godzin. Zgłodniałam. Ruszyłam do domu, a na podjeździe chodził zdenerwowany Louis. Podeszłam do niego.
- stało się coś Louieh?
- Van! o matko, nic Ci nie jest. gdzieś Ty była tyle godzin?!
- w waszym ogrodzie matole.. pracowałam sobie.
- co robiłaś?
- idź zobacz, a przy okazji przynieś kosz z marchewkami, sałatą i wiaderko z jabłkami, bo ja już nie mam siły.
- mówisz serio?
- no to chyba, idź sprawdź, a ja idę się odświeżyć, bo śmierdzę na kilometr. potem idziemy na obiecane zakupy, pamiętasz?
- pamiętam, leć już.
Wbiegłam do domu, widziałam że Zayn i Liam też się denerwowali, posłałam im najladniejszy uśmiech i poleciałam na górę. Wskoczyłam pod prysznic, założyłam wczorajsze ciuchy i zeszłam na dół zwarta i gotowa. Wiedziałam, że czeka mnie rozmowa z chłopakami, ale ku mojemu zdziwieniu chłopcy zaczęli bić mi brawo. Spojrzałam na nich z miną wtf, a oni dalej swoje.
- o co chodzi?
- nasz ogród jest jak nie do poznania, nawet z basenu sprzątnęłaś liście, spuściłaś wodę. nie wierzę, że zrobiłaś to sama.
- tak Malik, tymi o to rękoma. nie boję się brudnej roboty.
- nonono, nam się nie chciało, a tak kruszynka zrobiła to w kilka godzin. masz moje uznanie Monroe.
- dzięki Zayn, gdzie Louieh?
- czeka na Ciebie w samochodzie, udanych zakupów, ciaaaaaaaao.
Puknęłam się w głowę i rozłożyłam ręce z załamania, naciągnęłam na nogi stare vansy Louisa, ktore dla niego już za małe, a dla mnie w sam raz. Od zawsze dzieliliśmy się ciuchami, nawet kiedyś Louieh zabrał mi sukienkę i niechciał jej oddać, nigdy mu tego nie zapomniałam. Wsiadłam do samochodu i bez pomyślenia pocałowałam Louisa w usta.
- za co to?
- za to że jesteś kochanie.
- możesz tak cały czas, kochanie.
- nie jesteśmy razem, kochanie.
- możemy być, kochanie.
- nie chcesz mieć takiej dziewczyny, kochanie.
- chcę mieć, kochanie.
- nie pij tyle, kochanie. jedź już.
Pogłaskał mnie po policzku i ruszył z piskiem opon. Podjechaliśmy pod Westfield, a na sam koniec podjedziemy na Oxford Street. Louis dzisiaj stawia zakupy, chociaż broniłam się nogami i rękami, aby tego nie robił. Zakupiłam kilka ciekawych zestawów, a najwięcej było sukienek. Udaliśmy się do sklepu z butami,  bo przecież nie mogę chodzić ciągle w jednych. Louis wziął ode mnie rozmiar buta i kazał stać przed sklepem, wiedziałam, że coś kombinuje. Po kilku minutach wyszedł ze sklepu z 8 opakowaniami butów, a to były same conversy i vansy. Zapakowaliśmy zakupy do samochodu, nie miałam już siły na oxford street, ale Louis się uparł, że muszę kupić jakieś eleganckie buty, a tam jest idealny sklep. Zasnęłam w samochodzie, w sumie specjalnie. Zatrzymaliśmy się, ale Louis mnie nie budził. Wyszedł z samochodu, zamknął go i poszedł gdzieś. Wrócił po jakichś dwudziestu minutach, schował coś do bagażnika i ruszyliśmy. W połowie drogi się obudziłam.
- dzień dobry księżniczko, już dojeżdżamy do domu.
- jestem zmęczona.
- widzę, śpij jeszcze. obudzę Cię jak dojedziemy.
Zasnęłam ponownie, obudziłam się w momencie, gdy ktoś niósł mnie na górę, a był to Louieh. Wtuliłam się w jego tors, a jego perfumy drażniły moje nozdrza. Ułożył mnie na łóżku i chciał wyjść, ale ja złapałam go za rękę.
- wiesz ze nie śpie?
- wiem. co chcesz robić?
- nie wiem, zagrajmy z chłopakami w butelkę.
- nie ma ich, gdzieś wybyli.
- party hard. Chodźmy też.

- to leć się ogarnąć, a ja do nich zadzwonię gdzie są.
vanessa party
louis - party



Wyjęłam z torby ciuchy, które dzisiaj kupiłam. Zdecydowałam się na luźny zestaw, bez żadnych ekscesów i udałam się do łazienki. Włosy związałam w luźnego koka, oczy podkreśliłam eye-liner’em i maskarą. Usta lekko pociągnęłam czerwoną szminką, nałożyłam na siebie ciuchy, spryskałam się i wyszłam z łazienki w momencie, gdy Tomlinson zmieniał bieliznę zaśmiałam się i wyszłam z pokoju. Wzięłam torbę do której spakowałam telefon, klucze i portfel. Oparłam się o ścianę i czekałam na Louisa.
- Van, wiesz że pięknie wyglądasz?
- sratatata, nie kłam Louieh.
- mówię poważnie.
- ale..


Nie dane było mi dokończyć, bo Louis mnie pocałował. Złapał za rękę i zeszliśmy na dół, taksówka już na nas czekała. Wyciągnęłam od niego tylko tyle, że jedziemy do Twista, bo tam czeka na nas Liam i Zayn. Zapowiada się bardzo ciekawie, już widzę jutrzejsze poranne wstawanie. Będzie zabawnie.  


Mam nadzieję, że rozdział się Wam podoba, że frekwencja dopiszę. Dodawajcie w komentarzach swoje twittery lub miejsca gdzie chcecie być informowani. Ja nadal nie założyłam twittera, dlatego zajmuje się tym Domka, której twitter został podany w rozdziale 3 @diisable 
Mówcie co mam zmienić, a na pewno się do tego dostosuję. Na razie mam napisanych 11 rozdziałów, nie wiem czy pisać dalej czy nie. Zależy to od Was, mam nadzieję, że pojawi się tutaj chociaż 10 komentarzy, jednak jeżeli będzie więcej to też będę bardzo, bardzo szczęśliwa.  ~ luv all <3

wtorek, 11 września 2012

3.


Obudziłam się o dziesiątej dnia następnego. Pierwszy raz byłam taka wypoczęta, podniosłam lekko głowę. Spałam na torsie Tomlinsona, więc co się dziwić, że było mi tak wygodnie. Powoli, ale zdecydowanie wyszłam z łóżka, aby nie obudzić Louisa. Ten się tylko przewrócił na drugi bok i spał dalej, dla mnie lepiej. Zajrzałam do swojej szafy, aby wybrać jakieś w miarę wygodne ciuchy. Postawiłam na luźną tunikę, krótkie jeansowe spodenki, conversy i getry. Z przygotowanymi ciuchami zatopiłam się w łazience. Umyłam włosy, wysuszyłam je, a nawet zrobiłam lekkie loki. Ubrałam się w ciuchy, spryskałam się ulubionym perfufem i wyszłam z łazienki. Louis spał dalej, nie chciałam go budzić, wiedziałam, że przed dwunastą obudzi się sam. Zgarnęłam z pokoju laptopa i zeszłam z nim do kuchni. Mama się po niej kszątała i podśpiewywała piosenkę One Direction, nawet nie jest świadoma, że Louis gra w tej kapeli. Uśmiechnęłam się do mamy i zajęłam miejsce przy stole.
- co taka szczęśliwa jesteś mamuś?
- dostałam pracę!
- ojej, nawet nie wiesz jak się cieszę.
- ja też kochanie, ja też. spakowana już?
- chyba nic nie biorę, mam jakieś tam oszczędności, więc odświeżę swoj garderobę.
Mama na chwilę wyszła z kuchni, ale wróciła z białą, dość grubą kopertą. Wręczyła mi ją mówiąc, że nie muszę dziękować po czym wzięła swoją kurtkę i opuściłam dom. Nic z tego nie zrozumiałam. Otworzyłam kopertę, a w niej było mnóstwo pieniędzy ( jak dla mnie .. ). Zszokowałam się, ale w głębi duszy byłam wdzięczna mamie, że o mnie pomyślała, pewnie wiedziała, że coś się kroi w Londynie, że już nie wrócę do Doncaster na stałe.
Weszłam na stronę linii lotniczych Doncaster, zarezerwowałam bilety na 18 w pierwszej klasie, specjalnie dla Louisa się poświęciłam. Miałam takie szczęście, że w dzisiejszym dniu była promocja i płaciło się tylko za jeden bilet, a drugi był gratis. Wykonałam przelew, a po chwili dostałam informację, że bilety będą gotowe do odbioru o godzinie siedemnastej w kasie biletowej nr 3. Weszłam jeszcze na twittera i facebooka, dodałam jeden krótki post ' welcome london ' i zamknęłam laptopa. Wstałam od stołu, wyciągnęłam z lodówki wszystko co potrzebne do śniadania. Chcialam zrobić naleśniki z czekoladą i dużą białą kawę, bo wiedziałam, że Louis ją uwielbia. Uwinęłam się ze śniadaniem do 11, włożyłam wszystko na tacę i udałam się na piętro. Kopnęłam lekko drzwi do swojego pokoju, Louis dalej spał, ale musiałam go obudzić. Podeszłam do niego i zaczęłam nucić ich piosenkę ' gotta be you ' , zaczął coś mamrotać, ale nie bardzo zrozumiałam. Pocałowałam go lekko w policzek, otworzył oczy i się uśmiechnął.
- możesz mnie tak budzić codziennie Van.
- chyba śnisz Louieh. zrobiłam Ci śniadanie, cieszysz się?
- jesteś najlepszą przyjaciółką pod słońcem, zjesz ze mną?
Kiwnęłam głową, usiadłam obok Louisa na łóżku, a głowę ułożyłam na jego ramieniu. Zaczął mnie karmić jak małe dziecko,w duchu się cieszyłam, bo wiedziałam, że nie zapomniał. Zawsze tak robiliśmy w dzieciństwie. Oczywiście każde z nas było burdne od czekolady, ale jakoś nas to nie obchodziło.
- cieszysz się, że dzisiaj się uwolnisz od Doncaster?
- nawet nie wiesz jak bardzo.
- tylko jest jeden problem..
- jaki?
- mam dla Ciebie pokój, ale w stanie surowym. Przemęczysz się te kilka dni ze mną, zanim zostanie skończony?
- mogę spać na kanapie, a nawet w hotelu.
- chyba Cię coś boli Monroe, nie ma bata. Muszę jeszcze zamówić bilety, a Ty spakować.
- bilety są już zamówione, opłacone, a ja wezmę tylko kilka rzeczy. Chcę odświeżyć szafę, więc będziesz musiał mi pokazać gdzie są centra handlowe w Londynie.
- że co? jak to są bilety? van, jesteś tam moim gościem. oddam Ci co do grosza, a na zakupy pójdziemy jutro. RAZEM. musisz wybrać kolory do pokoju, dodatki. chyba ze chcesz niespodziankę.
- nie denerwuj się na mnie, chciałam dobrze. obojętnie mi to.
Zaczęłam wstawać z łóżka, bo nie chciałam ciągnąć dalej kłótni z Louisem. Jednak ten złapał mnie za rękę i wylądowałam wprost na jego twarzy, stykaliśmy się czołami i nosami. Dość niezręczna sytuacja, jednak Louis tego nie zmienił. Wysyczał tylko ' jesteś uparta, ale właśnie za to Cię kocham. ' po czym pocałował mnie w nos i wstał. Czułam, że robi mi się gorąca. Monroe, ogarnij się. Louis to tylko twój p r z y j a c i e l .
Siedziałam dalej na łóżku i patrzyłam jak Louis sprząta w moim, jeszcze moim pokoju. Spakował wszystko co wczoraj wyjął i udał się do łazienki ze świeżymi ciuchami. Spakowałam do torby to co jest dla mnie ważne, zdjęcia z Louisem, z Mel, z mamą i dziadkami, a do tego laptopa i ładowarkę. Telefon zostawiam w Doncaster, ledwo się trzyma, więc zaraz wybiorę się z Louisem po nowy. Rozejrzałam się jeszcze po pokoju, wszystkie wspomnienia wróciły, jednak cieszyłam się na wyjazd do Londynu, mogłam rozpocząć nowe życie. Wzięłam do rąk stary telefon, wybrałam numer Mel i napisałam sms'a ' chciałam Ci tylko powiedzieć, że wyjeżdżam do Londynu. Chcę zacząć nowe życie, mam nadzieję, że nie jesteś za mnie na to zła. Jestem pewna, że Louis mnie nie skrzywdzi. Kocham Cię Mel, nadal jesteś moją przyjaciółką. Nigdy niezapomnę tych wszystkich wygłupów, byłaś i nadal jesteś ważną osobą w moim życiu. Vanessa.' Poczułam na policzkach słony płyn, w tym samym momencie drzwi od łazienki się otworzyły, otarłam łzy i odwróciłam się za siebie. Louis był już zwarty i gotowy.
- idziemy jeszcze do miasta, muszę kupić nowy telefon.
- pozwolisz, że ja to zrobię, za te bilety?
- muszę?
- musisz, bez maurdzenia. Potem idziemy do mojej mamy, muszę się z nimi pożegnać.
- mam nadzieję, że Jay i dziewczynki nie będą mieć mi za złe, że ich brat już wyjeżdża.
- mam przecież tyle wolnego jeszcze, że mama może przyjechać z dziewczynami do Londynu, zawsze są tam mile widziane, ale już nie dramatyzuj Van. idziemy po nowy telefon.
Wyszliśmy z mojego pokoju, zabrałam torbę, wyszliśmy, zamknęłam drzwi i udaliśmy się do sklepu z telefonami. Szłam z Louisem pod rękem, śmialiśmy się i wygłupialiśmy. Podeszło kilka fanek, pytało się co nas łączy, ale my nic nie odpowiedziliśmy, nie musimy się z niczego tłumaczyć. Weszliśmy do sklepu, oślepłam. Tam było tyle cudnych telefonów, że nie wiedziałam na co mam się zdecydować.  Louis to zauważył podszedł do lady, coś tam powiedział. Facet dał mu telefon spod lady wyjął obudowę, zapakował i wyszliśmy. Usiedliśmy na ławce w parku, Louis wręczył mi siatkę i dyskretnie przyglądął się mojej reakcji. Wyjęłam z siatki nowiutkiego Iphone 4s, a do tego obudowę z brytyjską flagą. Niezważając na komplikacje pocałowałam Louisa w usta, a on tego nie zkaończył. Całowaliśmy się chwili, gdyby nie dźwięk telefonu Louisa całowalibyśmy się dalej. Odwróciłam głowę w drugą stronę, bo wiedziałam, ze mam całe czerwone poliki. Louis rozmawiał z Harrym, bynajmniej tak mi się wydwało, bo pojawił się zwrot ' Hazz, wracam dzisiaj,ale nie sam. Nie to nie jest Eleanor, mówię prawdę. Tak, dzisiaj. wieczorem, pa.'
Odwróciłam się w strone Louisa, popatrzyłam się na niego, chciałam zapytać się kim jest Eleanor, ale on mnie ubiegł.
- Eleanor to moja była dziewczyna, przeszłość. Oszukiwała mnie, zdradzała. Tak bardzo mnie kochała, a po nocach pieprzyła się z kim popadnie. Nie chciałem w to wierzyć, jednak jedna życzliwa fanka napisała do mnie dziwną wiadomość, gdzie był adres miejsca i godzina. Nie miałem nic do stracenia, udałem się tam z Harrym. Zobaczyłem.. sam wiesz co, na drugi dzień z nią zerwałem. Dzwoniła, pisała że mam tego nie robić. W końcu zmieniłem numer telefonu, nękała chłopaków. Oni zrobili to samo, w końcu dostała zakaz zbliżania się do nas i grzywnę za prześladowanie sławnych osobistości, to by było tyle.
Nic nie powiedziałam, przytuliłam mocno chłopaka i szepnęłam do ucha, ze ja się tak nigdy nie zachowam. Złapał mnie za rękę, ucałował w paliczki i podciągnął do góry. Złożył lekki pocałunek na moich spiechrzniętych ustach i udaliśmy się do jego mamy.
Jay była szczęśliwa, że Louis jedzie ze mną, a za tydzień miała dojechać do nas z dziewczynkami na kilka dni. Pożegnaliśmy się z Jay, bo na zegarku wybiła szesnasta, a musieliśmy jeszcze iść do mnie, pożegnać się z moją mamą i wziąć bagaże. Nie odzywaliśmy się do siebie, może to był efekt podekscytowania, że po dwóch lata żadnego kontaktu mieliśmy ze sobą zamieszkać w Londynie w jego mieście, które dla mnie było zupełnie obce. Zatrzymałam się przed domem, Louis zrobił to samo. Przytulił mnie mocno, wiedział, że będę tęsknić. Tutaj spędziłam najlepsze chwile w życiu, teraz mogło być lepiej, mogłam zapomnieć o horrorze z domu. Mogłam wszystko, chciałam to wykorzystać. Weszliśmy do mojego domu, mama już czekała z naszymi bagażami na dole. Zaoferowała się, że nas odwiezie. Louis jak na faceta przystało zapakował wszystko do samochodu, usiadłam na tyłach z Louisem, aby nie czuł się odrzucony.
Na lotnisku byliśmy punkt 17, odprawa zaczynała się za 15 minut, ale musieliśmy odebrać bilety. Właściwie ja musiałam, bo były na moje nazwisko. Pożegnałam się z mamą, byłam twarda. Nie płakałam, jednak moja mama tak. Louis powiedział, że będzie się mną opiekował, że nic mi się nie stanie. Pomchałam mamie ostatni raz i udałam się do kasy. Odebrałam bilety, miała pani wskazała nam drogę do terminalu, gdzie odbędzie się odprawa. Podziękowałam za wskazówkę i udałam się z Louisem w danym kierunku. Z nerwów ściskałam go za rękę, bałam się. Pierwszy raz do Londynu, pierwszy lot samolotem.




Odprawa minęła szybciej niż myślałam. Po chwili siedzieliśmy już w samolocie. Wtedy się rozluźniłam, start nie był taki zły, a sam lot miał trwać siedemdziesiąt pięć minut. Rozmawiałam z Louisem o ich domu, opowiadał mi jak jest, jednak nie potrafiłam sobie tego wyobrazić. Z głośników wydobył się głos stewardessy, że mamy zapinać pasy, bo za chwilę lądujemy. Nie zauważyłam gdzie minęła ta godzina, rozmowa z Louisem mnie pochłania, nawet nie wiem, że mija tyle czasu. Oznacza to, że jeszcze się sobą nie nacieszyliśmy. Wylądowaliśmy na Heathrow, fanki już wiedziały, więc musieliśmy skorzystać z pomocy Andyego - ochroniarz chłopaków. Zapakowaliśmy się do samochodu, mknęliśmy ulicami Londynu. Wszystko było takie piękne, dopiero teraz uwierzyłam, że znajduję się w Londynie. Po godzinnej jeździe samochodem zatrzymaliśmy się pod wielką posiadłością. Opadła mi szczęka, z tego co opowiadał Louis.. zdziwiłam się, wszystko wydawało sie takie małe, a teraz? Przecież to nie jest dom, a pałac królowej Elżbiety. Andy wziął nasze bagaże, a Louis wziął mnie za rękę. Oprowadzał mnie po domu, pokazał swój pokój i Harrego, reszta była zamknięta na klucz, w razie napadu psychicznych fanek na dom chłopaków. 



dodaje 3, może spodoba się bardziej niż 2. luv :)
jakies pytania? kontaktujcie się z domką. 
gg: 42177177
tt : @diisable

poniedziałek, 10 września 2012

#1


Kolejny słoneczny, a przede wszystkim wakacyjny dzień w Doncaster. Odkąd Mel wyjechała z rodzicami na wakacje nie bardzo wiem, co mam ze sobą zrobić. Przyszłam w miejsce, w którym nie pokazywałam się od czasu wyjazdu Louisa. Powoli zapominałam, ale dzisiaj musiałam tutaj przyjść. Przecież 5 lat życia nie idzie wymazać ot tak, ostatnio znowu zaczęłam się zastanawiać dlaczego, co zrobiłam źle, że nie zasługiwałam na jeden telefon czy nawet jednego sms'a z jakimś wyjaśnieniem, ze słowem przepraszam. Usiadłam pod drzewem w uszy wsadziłam słuchawki, w których leciała piosenka Demi Lovato - don't forget.
Did you forget
That I was even alive
Did you forget
Everything we ever had
Did you forget
Did you forget
About me?
Czułam, że do oczu napływają mi łzy. W tej chwili nienawidziłam Tomlinsona za to, że mnie zostawił, że mam w sobie pustkę. W momencie gdy wyjechał, ja zostałam tak jakby sama. Zostały mi tylko wspomnienia, nie mogłam się codziennie widywać z przyjacielem, nic już nie było takie samo, większość rzeczy straciło najmniejszy sens. W domu nic nie wychodził, ojciec zaczął zaglądać do kieliszka, podnosił rękę na mamę, a co gorsza.. na mnie. Udało mu się raz, dostałam w twarz. Od tego czasu nie rozmawiam z nim, nie jest już moim kochanym tatusiem, za którego oddałabym nawet życie. Stał się zimny, nie czuły, jakby jego dusza odeszła, umarła. Nie chciałam już o tym myśleć, chciałam, aby stało się coś nadzwyczajnego? Monroe ogarnij się, przecież tak nagle życie nie stanie się kolorowe, nie cofniesz się w czasie, aby odradzić Louisowi wzięcia udziału w X-Factorze. Jesteś głupia, jak mogłaś tak w ogóle pomyśleć. On przecież jest tam szczęśliwy. Wstałam z ziemi, otrzepałam spodnie i poszłam w kierunku domu. Wiedziałam, że znowu będą kłótnie.
Zdążyłam przekroczyć próg mieszkania, a ojciec zaczął się na mnie wydzierać. Mama siedziała przy kuchennym stole i płakała, znowu powiedział jej coś gorszego albo pobił. Nienawidzę go.
- musicie się ciągle kłócić?!
- nie pyskuj gówniaro.
- bo co?
- oberwiesz, to zobaczysz.
- weź skończ człowieku.
- licz się ze słowami! jestem Twoim ojcem, należy mi się szacunek!
- szacunek? wiesz w ogóle co oznacza to słowo? jak śmiesz tak mówić.
Uderzył mnie w twarz, upadłam na schody. Pozbierałam się szybko, wbiegłam na górę. Słyszałam, że ojciec coś jeszcze bełkotał, ale nie miałam ochoty go słuchać. Dlaczego on wszystko musi niszczyć? Nienawidzę go! Nie chciałam siedzieć w domu, ale z drugiej strony nie wiedziałam gdzie mogłabym pójść. Wzięłam torbę, spakowałam telefon, portfel i klucze. Zeszłam na dół, ojca nie było. Zapewne poszedł się schlać. Podeszłam do mamy i mocno ją uścisnęłam. Jednak mama nie odwzajemniła tego, odsunęła się ode mnie. Machnęłam ręką, rzuciłam krótkie cześć i wyszłam z domu. Udałam się do parku, może spotkam kogoś ze szkoły. Szłam ze słuchawkami w uszach, gdzie towarzyszła mi Birdy i jej cudna piosenka Skinny Love. Nie wiem jak ta dziewczyna to zrobiła, ale w krótkim czasie zdobyła moje serce.
Przechadzałam się parkiem, ale nic się nie działo. Ponownie tego samego dnia udałam się w tajemnicze, ciche miejsce. Jednak ktoś tam był, chciałam odejść, jednak ta osoba się na mnie spojrzała i wyszeptała moje imię.
- Vanessa?
Odwróciłam głowę w stronę tej osoby. Siedział tam chłopak w czerwonych spodniach i koszulce w biało grantowe paski. Otworzyłam szerzej oczy, przecież to Louis! Wzięłam głębszy oddech.
- Louis?
Chłopak nic nie powiedział, tylko wstał i zaczął przyglądać się mojej osobie. Nie wiedziałam jak mam zareagować, chciałam się do niego przytulić, ale wiedziałam, że to będzie nie na miejscu. Chłopak zrobił pierwszy krok i chwycił mnie w swoje silne ramiona, odwzajemniłam uścisk. Automatycznie na mojej twarzy pojawiły się łzy, zaczęłam głośno szlochać.
- Louieh, co Ty tutaj robisz?
- skończyliśmy trasę, mamy miesiąc wolnego, a Ty?
- ja? mieszkam tutaj Louieh, nadal mieszkam w Doncaster. Nie widziałam Cię dwa lata, zmieniłeś się. Tęskniłam za Tobą. - dodałam ze łzami w oczach.
- Przepraszam Van, jestem totalnym dupkiem. Nie powinienem się tak zachować, ale dobrze wiesz jak impulsywnie podejmuje decyzje.
Chciałam coś jeszcze powiedzieć, ale nie wiedziałam jak dobrać słowa. Tak bardzo się cieszyłam, że Louis ponownie zawitał do Doncaster. Usiedliśmy pod naszym drzewem i zaczęliśmy rozmawiać jak starzy, dobrzy znajomi.
Przez kolejne kilka godzin nadrabialiśmy stracony czas. Opowiadał mi o zespole, o zmianach, które zaszły w jego życiu, o fanach, którzy bardzo dużo dla niego znaczą. Wiedziałam jedno w środku jest dalej tym samym Louisem, ale z zewnątrz? Nie ma już roztargnionej fryzury, pierwszych lepszych ciuchów i butów z dziurawą podeszwą. Teraz jest stylowy ubiór, idealna fryzura. Przyglądałam mu się ze zdziwieniem. Tyle się zmieniło przez te dwa lata, tyle straciłam, oboje straciliśmy.
- no no Tomlinson, Twoje marzenia się spełniły. - dodałam z uśmiechem.
- a Twoje? - spytał, a ja spuściłam głowę w dół.
Na mojej twarzy widniało zaczerwienienie. Louis przysunął się bliżej mnie, złapał moją twarz w dłonie, na co ja syknęłam z bólu. Bolał mnie prawy policzek, czułam jak pulsował.  Nie byłam w stanie go okłamywać, opowiedziałam mu wszystko co się wydarzyło.
- dlaczego nie powiedziałaś mi od razu? Van, jesteśmy przyjaciółmi!
- Lou, wyjechałeś. Zostawiłeś mnie, nie dawałeś znaku życia. Nie wiedziałam jak mam to wszystko odebrać. Uznałam to za koniec naszej przyjaźni. - odrzekłam. Przez to wszysko trudno zaufać ponownie, mam z tym ogromny problem. - westchnęłam.
- Van chciałem się odezwać, naprawdę chciałem. Wyjechałem do Londynu, nie dałem znaku życia, chociaż tak bardzo chciałem. Jednak się bałem, że mnie zwyzywasz, każesz zniknąć ze swojego życia, a nie wiem czy bym to przeżył.
- Cholernie cierpiałam po Twoim odejściu.
- Hm, co powiesz na to, abyśmy spędzili razem całe 3 tygodnie? Chyba że masz jakieś plany. Skoro mam wolne, to możemy robić wszystko co chcemy.
- Naprawdę tego chcesz?
- Nawet nie wiesz jak bardzo. Stęskniłem się za Tobą, w końcu jesteś moją przyjaciółką.
- No dobrze.
Wtuliłam się w tors przyjaciela, siedzieliśmy tak chwilę, ale zrobiło się zimno. Wstaliśmy oboje i udaliśmy się w kierunku mojego domu. Droga powrotna chwilę zajęła, ale chociaż nacieszyliśmy się sobą. Louis opowiedział kilka sytuacji związanych z chłopakami, wtedy uzyskałam pewność, że nie było mu tam źle, skoro otaczali go tak zwariowani ludzie. Kolejne dni zapowiadały się idealnie, miałam je spędzić w towarzystwie najlepszego przyjaciela. Młodzieńcze lata miały powrócić ponownie. Cieszyłam się na to, jak małe dziecko, które dostało pozwolenie na nową zabawkę. Zmartwienie znikły, a na ich miejsce wskoczył Louis Tomlinson.
- pamiętaj, że jutrzejszy dzień należy do nas.
- wiesz co? nadal nie wierzę, że tutaj jesteś.
- uwierz Monroe. Jeszcze trochę pobędę, aż w końcu stwierdzisz, że masz mnie dość, a ja tak łatwo nie odpuszczam.
- Ciebie nigdy dość.
- Dobranoc Van.
- Dobranoc Louieh.
Stałam jeszcze chwilę pod furtką, bo nadal do mnie nie docierało, że Louis znowu jest w Doncaster.  Po wejściu do domu, nie słyszałam żadnych hałasów. W domu było jakoś cicho i pusto. Weszłam do kuchni, gdzie siedziała mama. Dziwnie uśmiechnięta. Podeszłam do niej, a ona mnie mocno przytuliła i stwierdziła, że nasz koszmar się skończył. Ojciec wyjechał na drugi koniec Wielkiej Brytanii, twierdząc, że za bardzo mu wadzimy w byciu wolnym człowikiem. Trochę zabolało, ale jestem szczęśliwa. Do domu ponownie zawitał spokój. Uściskałam mamę i udałam się do swojego pokoju. Oparłam się o drzwi i zaczęłam skakać i piszcześć. Louieh ponownie w domu, wszystko zaczyna się układać. Ściągnęłam ciuchy, które nosiłam cały dzień, wskoczyłam pod prysznic, aby zmyć brud dnia dzisiejszego i psychicznie przygotować się na dzień, który spędzem z Louisem.
Wyjęłam jeszcze z kieszeni spodni telefon, wybrałam funkcję nowa wiadomość i napisałam do Mel ' może będziesz na mnie zła, ale jestem szczęśliwa. Louieh jest w Doncaster. Baw się dobrze na wakacjach, tęsknię. :) x ' po czym dostalam informacje, że wiadomość została wysłana. Podłączyłam telefon do ładowania, wgramoliłam się do łóżka. Po chwili już spałam, musiałam być wypoczęta na dzień spędzony z Louisem. 

sobota, 8 września 2012

prolog!


Wszystko zaczęło się w jednym z angielskich miast, a dokładniej w Doncaster. Piękne miasteczko, przyciągało do siebie wiele turystów, właśnie tutaj mieszka Vanessa Monroe. Nie pochodziła z Bóg wie jak bogatej rodziny, wiodło się im dostatecznie dobrze. Mam pracowała dorywczo, ponieważ wolała spędzać czas w domu z rodziną, móc zająć się domowymi obowiązkami. Ojciec Vanessy na przedmieściach Doncaster miał małą cukiernię, która cieszyła się dość sporym zainteresowaniem wśród mieszkańców, a nawet ludzi przyjezdnych. Vanessa pomagała ojcu w cukierni, ponieważ wiedziała, że przyda mu się każda para rąk do pracy, bo bywały dni, kiedy kolejki były za same drzwi, głównie w dni promocyjne, które się zdarzyły dwa razy w tygodniu. Vanessa miała wtedy trzynaście lat, pomagała ojcu, mimo iż wszystkie jej koleżanki spędzały czas na zabawach, plotkach i innych podobnych rzeczach. Jednak ona musiała bardzo szybko dorosnąć, aby móc pomagać w biznesie swojego taty.

Czasami pozwalała sobie na chwilę wytchnienia, zamykała się na strychu swojego domu i oddawała się swojemu hobby, a dokładniej - muzyce. Miała do tego talent, wszyscy jej o tym mówili. Była przekonana, że w przyszłości pójdzie właśnie w tym kierunku, będzie robić to co kocha, będzie śpiewać i grać na fortepianie. Gdy śpiewała zapominała o wszystkich problemach, które oczywiście miała, jak każda dziewczyna w jej wieku. Jednak nie były to problemu typu, że nie ma się w co ubrać, zupełnie co innego. Z perspektywy innych ludzi w jej domu działo się bardzo dobrze, jednak nie zawsze było tak kolorowo jak mogło się wydawać. Zdarzyły się rodzinne kłótnie, zgrzyty. Domownicy potrafili ze sobą nie rozmawiać całymi dniami.

Któregoś lipcowego, ciepłego dnia Vanessa pokłóciła się z ojcem, nie chciała słuchać jego wywodów na temat, że powinna się przyuczać do zawodu cukiernika, a nie śpiewać jakieś durnowate piosenki. Zabolało ją to, przecież ojciec wiedział od zawsze, że Van chce iść właśnie w tym kierunku, chce śpiewać. Chciała pokazać swojemu ojcu, że potrafi zawalczyć o swoje. W szkole zapisała się na zajęcia z chóru, które prowadziła pani Jerry - najlepsza nauczycielka muzyki, jaką mogła poznać. Z dnia na dzień Vanessa stawała się coraz lepsza, jej głos był bardziej donośny, idealny wręcz do śpiewu. Właśnie tam poznała swojego przyjaciela Louisa Tomlinsona. Razem chodzili na zajęcia z chóru, spędzali czas po szkole. Znaleźli swoje miejsce, gdzie nikt im nie przeszkadzał. Mieli wtedy tylko siebie, nikt im nie przeszkadzał. Śpiewali różne piosenki solo i w duecie. Bardzo dobrze czuli się w swoim towarzystwie, Vanessa była przekonana, że to Louis będzie jej przyjacielem od zawsze, na zawsze.

Z roku na roku Vanessa robiła się ładniejsza, miała w sobie to coś. Wielu chłopaków próbowało zdobyć jej serce, jednak ona zawsze odmawiała. Nie miała czasu na miłość. Musiała zająć sie sobą, swoją przyszłości. Nadal przyjaźniła się z Louisem, wszystko wskazywało na to, że będzie już tak zawsze. Ona była z Louisem każdego dnia, zawsze mógł na nią liczyć, po każdym kolejnym zerwaniu z dziewczyną przychodził właśnie do Vanessy, mówił jej wszystko, bo wiedział, że może jej zaufać, że każda tajemnica, który wypłynęła w towarzystwie Vanessy już tam pozostanie.

Pewnego dnia, gdy siedzieli w swoim tajemnym miejscu - nad rzeką, pod wielką płaczącą wierzbą, na ktorej były poprzywieszane lampiony z rysunkami postaci z Disneya. Louis powiedział Vanessie coś co ją bardzo ucieszyło. Jej przyjaciel w końcu zrozumiał, że ze swoim talentem powinien iść na casting do X-Factora. Vanessa się cieszyła, w końcu to ona od ponad roku namawiała go, aby tam poszedł, ale on zawsze się zapierał, że nie pójdzie, bo wie że zrobi z siebie pośmiewisko. Trzymała za przyjaciela kciuki, chociaż wiedziała, że jurorzy dobrze zareagują na chłopaka.

Minęło kilka miesięcy od przesłuchania w Londynie, Louis dostał się dalej. Przechodził z etapu do etapu, jednak nie sam. Stworzyli zespół w którego skład wchodziło pięć chłopaków w tym właśnie jej przyjaciel Louis. Zespół nazywał się ' One Direction ' , z programu na program chłopcy byli bardziej sławni, rozchwytywani. Niestety w finale zajęli trzecie miejsce, można by było przysiądz, że to koniec ich kariery, prawda? jednak tak się nie stało, Simon Cowell wziął ich pod swoje skrzydła. Dawali mnóstwo koncertów, aż w końcu nadszedł czas na nagranie pierwszej płyty, wywiady, sesje zdjęciowe. Louis na stałe został w Londynie.

Vanessa wiele razy próbowała się z nim skontaktować, lecz namarne. Nigdy nie odebrał, nie odpisał a sam też się nie odezwał. Zapomniał o niej, chociaż przyrzekł, że nigdy się tak nie stanie. Załamała się, nie chciało jej się wierzyć, ze Louis tak postąpił. Zrezygnowała ze śpiewania, czasami to robiła, ale już nie z taką pasją jak kiedyś. Skończyła Liceum Humanistyczne z bardzo dobrym wynikiem. W między czasie jej tata stracił pracę, zaczął pić. Nie był sobą, Vanessa go za to znienawidziła, jednak się nie poddała. Poznała swoją przyjaciółkę Mel, która w niektórych momentach bardzo przypominała mu Louisa. Nie pogodziła się z tym, że Louis ją zostawił, próbowała zapomnieć, jednak Doncaster zawsze kojarzy jej się z Louisem, spędzili ze sobą tyle dobrych chwil, że trudno jej było o nim zapomnieć.



Dodaję prolog. Wiele razy chciałam stworzyć właśnie taki blog, mam już od dawna kilka rozdziałów na komputerze, ale nigdy nie odważyłam się, aby go umieścić. Jednak rozmowa z przyjaciółką uświadomiła mi, że powinnam. Liczę na słowa krytyki, pochwały i wszystko inne. Jeżeli podoba wam się mój blog to dodawajcie mnie do obserwowanych, jeżeli chcecie być informowani o nowych rozdziałach zostawcie swoje twittery, numeru gadu czy cokolwiek innego. :)

bohaterowie.