poniedziałek, 17 września 2012

5


Następnego dnia obudziłam się w łóżku Louisa, ale obok nikogo nie było. Podniosłam lekko głowę i od razu tego pożałowałam. Ostry ból, jakbym się z kimś biła czy cokolwiek innego. Odkryłam nogi i zdjęłam je na dół, chciałam wstać, ale coś mi przeszkodziło, a właściwie ktoś. Na podłodze leżał Liam i Zayn, a obok drzwi do łazienki Louis. Przeturlałam się na drugą stronę łóżka, zgarnęłam po drodze czarne szorty i koszulkę z amerykańską flagą. Po cichu wyszłam z pokoju i udałam się do łazienki dla gości. Gdy spojrzałam w lustro.. przeraziłam się. Na głowie miałam nie wiem co, rozmazany makijaż, śmierdziałam alkoholem a na dodatek na ramionach miałam pełno malinek. Usiadłam na wannie i próbowałam przypomnieć sobie wydarzenia dnia poprzedniego.


Podjechaliśmy pod klub, gdzie czekali na nas Zayn z Liamem, kolejka do klubu była długa, ale nas wpuścili bez problemu. Usiedliśmy w zajętej wcześniej loży. Na odwagę każde z nas napiło się po 2 kieliszki czystej bez popitki. Louis wyciągnął mnie na parkiet, wirowaliśmy jak doskonali tancerze w przerwach wlewając w siebie litry alkoholu. Potem leciało kilka wolnych piosenek, tańczyłam z Louisem, całowałam się z nim. Nie bardzo pamiętam co było dalej, urwał mi się film. Jednak jestem ubrana, więc chyba nic takiego sie nie wydarzyło.
Zimny prysznic dobrze na mnie podziałał. Wysuszyłam włosy i ułożyłam swoje dość długie, lekko lokowane włosy, naciągnęłam ciuchy i zeszłam na dół w poszukiwaniu jakichś tabletek na ból głowy, ale nic nie znalazłam, wiedziałam że chłopcy będą tego potrzebować bardziej niż ja. Zamówiłam taksówkę, wzięłam do torby telefon, portfel i klucze. Postanowiłam udać się do tesco, a że pogoda nie była zbyt zachęcająca to udałam się do marketu taksówką. Pod domem chłopaków było mnóstwo dziennikarzy, jednak nie przejęłam się tym zbytnio, bo przecież są sławni. Taksówkarz z trudem wyjechał z posesji, ale udało się. Pojechaliśmy w stronę tesco. Poprosiłam go, aby poczekał. Przytaknął tylko, a ja weszłam do sklepu. Szczerze mówiąc nie wiedziałam co mam wziąć, więc wrzucałam wszystko co popadnie, na obiad postanowiłam zrobić kurczaka w ziołach prowansalskich i zapiekane ziemniaki ( domka mistrzu, zrób mi znowu <3 ) Wzięłam wszystko co potrzebne i udałam się do kasy, ale wpadłam na chłopaka w lokach. To był Harry, na pewno.
- przepraszam, jesteś Harry prawda?
- tak. chcesz autograf, zdjęcie?
- nie, nie. jestem Vanessa.
- miło mi, co w związku z tym?
- chyba naprawdę nie wiesz kim jestem, no nic. może będziesz wiedział, wkrótce.
Udałam sie do kasy, zapłaciłam, wzięłam zakupy. Ruszyłam do taksówki, kierowca pomógł mi z zakupami. Wsiadłam do samochodu i udałam się na posesje chłopaków. Gdy wysiadłam, pojechał samochód. Wiedziałam, że to Harry. Wzięłam zakupy z taksówki, położyłam je pod drzwiami, wyjęłam klucze i otworzyłam drzwi. Ktoś puknął mnie w ramię.
- nie pomyliłaś domów?
- jak widzisz mam klucze, pasują, więc chyba nie.
- Vanessa? ta Vanessa?
- brawo panie Haroldzie, brawo.
- chyba sobie żartujesz, ze to Ty..
- niestety nie, taka sama reakcja jak u Liama i Zayna.
- są w Londynie?
- tak od 2 dni, a Ty co? już po wakacjach?
- daj te siatki to po pierwsze, a po drugie jeszcze nie, myślałem, że pobędę sam w domu, a tu taka niespodzianka. coś się wymyśli.
- oczywiście, wchodzimy czy będziemy stać jak te matołki?
- kto jest matołek ten jest, panie przodem.
- walnę Cię Styles, zobaczysz.
- nie fikaj młoda.
- młoda? hahaha. jestem starsza od Ciebie, młody.
- nie fisiuj, wchodź już. chyba pół sklepu kupiłaś.
- nie narzekaj, bo Ci się włosy wyprostują.
Widziałam jak Harremu z oczu lecą pioruny, jego słaby punkt. Wyprostowane włosy to najgorsze co może być.


Weszliśmy do domu, a przy ladzie w kuchni siedział Louis i do kogoś dzwonił. Spojrzał na mnie i wstał. Przytulił mnie mocno i szepnął do ucha ' ode mnie się nie ucieka, martwiłem się.' Zaśmiałam się pod nosem i pokazałam gestem w stronę drzwi. Obejrzał się, wypuścił mnie z ramion i skoczył na Harrego. Zaczęli się przytulać, rzucać po podłodze, jak dzieci z problemami. Uderzyłam się w głowę z otwartej dłoni, wzięłam zakupy i udałam się do kuchni. Pochowałam co trzeba do lodówki, a rzeczy do dzisiejszego obiadu zostawiłam na blacie. Wyjęłam dwie brytwanki. Zaczęłam obierać ziemniaki i kroić je w plasterki, przekładałam je warstwami, aby się nie spaliły. Kurczaka nafaszerowałam masą, którą sama zrobiłam. Zawiązałam go, aby nic z niego nie wypłynęło. Kurczaka natarłam ziołami prowansalskimi z dodatkiem świeżo startego czosnku, włożyłam go do brytwanki, nastawiłam oba piekarniki ( jedyny plus w tej kuchni <3 ) , usiadłam na krześle i obserwowałam Louisa i Harrego, którzy byli bardzo pochłonięci rozmową, że nawet mnie nie zauważali. Na zegarku była 11.30, kurczak będzie gotowy na 13, więc zjedzą wczesny obiad, jak mi przykro. Nalałam sobie do szklanki soku, otworzyłam herbatniki w mlecznej czekoladzie i się zajadłam, piekarnik dał znak, że jest gotowy. Wstawiłam kurczaka i ziemniaki, wzięłam sok i ciastka, poszłam do salonu. Usiadłam na przeciwko chłopaków, ale oni dalej mnie nie zauważali, no tak słynne Larry Stylinson znowu razem. Głośno kaszlnęłam, a oni dalej nic. Zrobiłam tak kilka razy, aż Louis spojrzał w moją stronę.
- spokojnie, bo sie zadławisz.
- chciałam zwrócić waszą uwagę, bo tak się sobą zajeliście, że o boże.
- przecież wiesz że moja serce należy do Ciebie Van.
- nie słodź Tomlinson, bo gruby będziesz.
- phi, to Ty jesz ciastka, nie ja.
- wypominasz mi? nie dostaniesz obiadu kochanie.
- a co robisz?
- twojego kurczaka, ale nie dostaniesz. o nie, nie nie.
Wtedy Louis na mnie skoczył. Zaczął mnie całować po twarzy, po rękach, po włosach, już dochodził do stóp. Walnęłam go w głowę i zaczęłam się śmiać, spojrzałam kątem oka na Harrego, ktory zwijał się ze śmiechu. Złapałam twarz Tomlinson pocałowałam go z czułością, wstając wyminęłam go i udałam się do kuchni. Słyszałam, że za mną idzie, ale nic sobie z tego nie robiłam. Zajrzałam do piekarnika, a po kuchni rozległ się cudowny zapach. Louis złapał mnie w pasie i odwrócił w swoją stronę. Pocałował mnie, a ja go nie odepchnęłam. Złapałam go za kark i całowaliśmy się w najlepsze, przeszkodziło nam chrząknięcie Harrego. Spojrzeliśmy na niego, a ona stał z miną WTF.
- czy ja o czymś nie wiem?
- nie, dlaczego?
- całujecie się w kuchni, coś nie halo? jesteście razem?
- Louis, jesteśmy razem?
- jakbyś nie wiedziała.
- no nie wiem.
- weź, nie gadaj kobieto.
Znowu mnie pocałował, a Harry zaczął gwizdać i klaskać. Po schodach zszedł zaspany Zayn, który wleciał do kuchni jak poparzony. Szperał po szafkach, jakby czegoś szukał. Nawet wiedziałam czego. Sięgnęłam z lodówki magiczne pudełeczko.
- tego szukasz kochanie?
- jesteś kobietą mojego życia, daj mi to. proszę.
- trzymaj alkoholiku.
- masz zajebistą dziewczynę Tomlinson, też ja kocham.
- no kurwa, wszyscy wiedzieli, tylko nie ja. świnia jesteś Louis, nie rozmawiam z Toba.
Louis zaczął gonić Harrego, a ja rozłożyłam ręce w geście załamania. Spoglądałam na Zayna, który wyglądał jak trup. Podeszłam do niego, podałam szklanke zimnej wody z lodem. Zaczął całować mnie po rękach, puknęłam go w głowę i wróciłam do poprzedniej czynności. Musiałam ogarnąć jeszcze jakąś surówkę do obiadu. Postawiłam na surówkę z pekińskiej kapusty z dodatkiem marchewki i sosu do surówek. Wyrobiłam się z surówką na 12.30, wyjęłam z szafki pięć talerzy, rozłożyłam je na wysepce w kuchni, surówkę postawiłam na stół. Zajrzałam do kurczaka, który już był gotowy. Wyjęłam go ostrożniej z piekarnika, pokroiłam na kilka części, ponakładłam każdemu ziemniaków.
- GWIAZDORY, OBIAAAAAAAAD !
- co? obiad? zrobiłaś obiad, ale tak serio?
- nie kurwa, wyjęłam różdżkę i jest.
- a co to?
- kurczak w ..
- nie kończ, jak kurczak to jem.
Zaczęłam się z nich śmiać i patrzeć jak jedzą, sama w sumie nie byłam głodna. Skubnęłam trochę piersi z kurczaka i byłam najedzona. Poczekałam aż moje kochane głodomorki zjedzą, minęło trochę czasu, jak to z nimi bywa. Zabrałam talerze, umyłam je, bo nie było sensu włączać zmywarki. Louis mi dzielnie pomagał, rozpraszał mnie pocałunkami. W końcu mu uległam i poszliśmy do jego, a tymczasowo naszej sypialni. Położyliśmy się na łóżku, nic nie mówiliśmy. Milczenie czasami pomaga, jednak musiałam się odezwać.
- Louieh, co z moim pokojem?
- źle Ci tutaj?
- nie, chciałam wiedzieć.
- już dawno jest zrobiony, od dawna na Ciebie czeka, ale nie chciałem być sam.
- użyłeś podstępu, larwo mała.
- jak mnie nazwałaś?
- l a r w a. powtórzyć, napisać?
- o Ty !
- Louis, nie. prosze, nie łaskocz. nie rób tego, no weź. no proszę. nie będziesz już?
- a co z tego będę mieć?
- moją dozgonną wdzieczność, całusa.
- o tu, tu, tu, tu i jeszcze tu.
Wykonałam swoje zadanie w zamian za to Louis zaprowadził mnie do mojego pokoju, zgarnął kluczyk z nocnej szafki, poszliśmy długim korytarzem, szliśmy w te i wewte.
- LOOOOOOOOOOOUIS !!!
- no co?
- będziemy tak chodzić z kąta w kąt?
- no dobra, dobra.





Otworzył drzwi na przeciwko swojego pokoju, wpuścił mnie i je zamknął. Byłam w swoim własnym raju, wiedział że od zawsze marzyłam o takim pokoju. Nie mogłam się napatrzeć. Otworzyłam białe drzwi, moje oczy wyszły na wierzch. Tam było cudnie. Wybiegłam z łazienki,z pokoju i wpadłam na Louisa, zaciągnęłam go do siebie do pokoju. Przycisnęłam do ściany i zaczęliśmy się całować, sprawnym ruchem przekręciłam klucz w drzwiach. Całowaliśmy się jak szaleni, Louis rzucił mnie na łóżko. Całował mnie bardzo zachłannie, jakby miał mnie stracić, oderwałam się od niego i powiedziałam ciche dziękuję. Wróciliśmy do poprzedniej czynności, jednak nie mogłam dopuścić, aby stało się między nami coś więcej, byłoby za szybko. Skończyłam to krótkim pocałunkiem w usta i przytuliłam się do Tomlinsona.
- zamieszkaj ze mną w tym pokoju.
- chcesz tego?
- jak niczego innego. moje marzenia się spełniają. chociaż starałam się Ciebie znienawidzić, nie mogłam. wróciłeś znowu do Doncaster, moje uczucia do Ciebie wróciły. Zapomniałam o wszystkim złym, zabrałeś mnie ze sobą do Londynu, poznałam Twoich przyjaciół, mam Ciebie koło siebie. Jesteśmy tutaj razem, nic więcej do szczęścia nie jest mi potrzebne. Dla mnie jesteś najważniejszy, moja mała marcheweczko.
- kocham Cię Vanessa, nie jak siostrę czy przyjaciółkę. Jak dziewczynę mojego życia, kobietę moich marzeń. Bądź moim szczęściem, moim promyczkiem, wszystkim co dobre. Po prostu bądź.
- Kocham Cię Louis. Dziękuję, że jesteś.
Wtuliłam się mocniej w tors chłopaka, a on bawił się moimi włosami. Nawet nie wiem kiedy odpłynęłam, ale gdy się obudziłam, to Louisa obok mnie nie było. Leżała tylko karteczka ' jestem u siebie, przeniosę część swoich rzeczy, Twoje są już w szafie. Kocham Cię, Louis. ' na samą myśl, że mam dzielić z Louisem pokój, jedno łóżko i jedną łazienkę przechodził mnie przyjemny dreszczyk. Wyjęłam z szafy strój kąpielowy, przebrałam się w niego i wyszłam do ogrodu. Pogoda była nadzwyczajnie ładna jak na Londyn. Zgarnęłam z pokoju książkę Nicholasa Sparksa ' Ostatnia Piosenka ' , koc, okulary i wyszłam z pokoju, kierując się do ogrodu zaszłam do kuchni po butelkę wody i sok pomarańczowy. Koc położyłam na trawniku, sama na nim przysiadłam, aby się opalić. W uszy włożyłam zatyczki, aby nikt mi nie przeszkodził. Zabrałam się za czytanie książki, od dawna obiecywałam sobie, że ją dokończe, a nigdy nie miałam do tego weny. Przeleżałam na brzuchu z książką kilka godzin aż w końcu ją skończyłam. Odwróciłam się na plecy, aby mieć opalone przody. Zauważyłam, że chłopcy siedzieli w basenie i się wygłupiali, nawet nie słyszałam jak przyszli. Zamknęłam oczy, wyjęłam zatyczki i udawałam, że śpię. Słyszałam rozmowę między Harrym i Louisem.
H : Stary nie spierdol tego, ta dziewczyna jest spełnieniem marzeń.
L : Wiem , wiem. Kocham ją. Od dawna, jednak nie byłem pewny, że wybaczy mi to wszystko. Ona jest moim szczęściem, zrobię wszystko, aby była przy mnie szczęśliwa.
H : pojedzie z nami w trasę po Ameryce?
L : nie mówiłem jej jeszcze, ale mam nadzieję, że się zgodzi. Muszę z nią o tym pogadać.
H : no musisz stary, trasa za miesiąc, nie możesz tego odwlekać.
Podniosłam się z koca i spojrzałam na chłopaków, oboje mi pomachali. Wstałam i do nich podeszłam, wskoczyłam do basenu i przytuliłam się do Louisa.
- słyszałam Waszą rozmowę. pojadę z Wami w trasę.
- jesteś nieziemska, za to Cię kocham Van.
- ja Ciebie też potworze.
Pocałowałam go w usta i zanurkowałam. Brakowało mi tego, od dawna nie pływałam. Trzeba to nadrobić. Po godzinie wyszłam z wody, zaczęło robić się zimno, a ja standardowo zaczęłam kichać. Poszłam do naszej sypialni, przebrałam się w dres i położyłam z laptopem w łóżku, trzeba sprawdzić co słychać  w internetowym świecie. Otworzyłam wszystkie interesujące mnie strony, a potem włączyłam komunikator. Czekała na mnie wiadomość od Mel ' widzę, że jesteś bardzo zajęta Louisem. Nawet nie raczysz się do mnie odezwać. Nie musisz. Wyjeżdżam z rodzicami do Ameryki, a dokładniej na Florydę - Jacksonville. Nie wracam już do Anglii. Miło było Cię poznać, żegnaj Van. ' zrobiło mi się przykro, ale czasu nie cofnę. Na facebooku setka zaproszeń do znajomych, nic nie zaakceptowałam, ustawił status ' all be good <3 ' na twitterze to samo, liczba followersów z 200 wzrosła do 600000, wszystko za sprawą mojego Louisa. W internecie aż huczyło, a w trendsach widać było Lovans , ciekawe połączenie, nie ukrywam że nie. Uśmiechnęłam się sama do siebie, dodałam tweet ' I love him. ' i zamknęłam stronę. Laptopa odłożyłam na nocną szafkę, na zegarku widniała 23, napisałam do Louisa smsa, gdyż nie chciało mi się schodzić ' idę spać, nie chce schodzić, źle się czuje. powiedz chłopakom dobranoc ode mnie. xx ' Po chwili zasnęłam, byłam wyczerpana dzisiejszym dniem.

TEN ROZDZIAŁ WYSZEDŁ BEZNADZIEJNY, MAM O TYM ŚWIADOMOŚĆ. DOBRA INFORMACJA DLA WAS, ROZDZIAŁ 6 NAPISAŁA DLA WAS MOJA DOMKA, JA SIĘ ROZPŁAKAŁAM. BĘDZIE TAM DUŻO LOUISA, ROZDZIAŁ BĘDZIE Z JEGO PERSPEKTYWY. DODAM ROZDZIAŁ JAKOŚ POD KONIEC TEGO TYGODNIA. CZEKAM NA KOMENTARZE, KOCHAM WAS, WASZE SŁOWA. WIELE TO DLA MNIE ZNACZY. xxxx

3 komentarze:

  1. nie jest źle. :))

    OdpowiedzUsuń
  2. ogólnie jest dobrze, ale zawsze może być lepiej, prawda? :D

    OdpowiedzUsuń
  3. a mi się podoba. :)
    czekam na kolejną część oczywiście, obserwuję Twojego bloga.
    mogę liczyć na rewanż? http://i-will-be-ur-man.blogspot.com/
    Pluton xx

    OdpowiedzUsuń